#STEREOTYPES SUKCES

Bohaterki

Nie wiem czy któraś z Was też zwróciła na to uwagę, ale ostatnio krążył w Internecie mem z rożnymi postaciami dziewcząt z seriali, filmów czy kreskówek. Twierdził on, że jeśli lubiłyśmy te bohaterki za czasów dzieciństwa, to jest bardzo dużo prawdopodobieństwo, że dorosłyśmy na członka społeczności LGBTQ+ (Shego z Kim Possible, Megara z Herkules’a itd.). Oczywiście to tylko lekki żart, pozbawiony jakiegokolwiek istotnego znaczenia (Może w zależności od kogo), mimo to rozpalił on we mnie jakąś iskrę kwestionowania naszych relacji z bohaterkami lub tzw. wzorcowymi postaciami z dzieciństwa. Jak postacie z ekranu ukształtowały to, kim stałyśmy się jako kobiety i których wartości nauczyły nas pielęgnować? W jaki sposób uczyniły nas lepszymi ludźmi i pełniejszymi kobietami? Zbiorę myśli przede wszystkim wokół postaci z kreskówek i filmów animowanych. Wydaje mi się, że skoro jest to okres tak młody i w pewnym sensie naiwny, wiele elementów na temat naszej relacji z bohaterkami nie zostaje całkowicie uznane.

 Nie poświęcamy tak wiele czasu nad zastanawianiem się nad bohaterkami naszego dzieciństwa. Ostrym kontrastem są czasy nastoletnie, w których już w pewnym stopniu rozpoznajemy naszą miłość do lubianych postaci i powoli przechodzimy od prostego, niewinnego docenienia na ekranie do dogłębnej analizy tych fikcyjnych tożsamości i ich wpływu na nas, a może nawet większego zaangażowania w samą postać (na przykład poprzez spędzanie znacznej ilości czasu na oglądaniu edytowanych filmików tej wyżej wspomnianej, czytaniu i wyobrażaniu sobie historii o niej, wchodzeniu do „fandomu”, włączaniu tej postaci do szkolnych rozprawek na temat „Co przynosi nam czytanie?”, lub coś w tym zakresie). Wydaje się, że wpływ postaci kobiecych z dzieciństwa jest mniejszy niż w przypadku postaci odkrytych później. Mimo tego postaram się podkreślić szczególny związek, jaki utrzymujemy z bohaterkami z dzieciństwa i pokazać, dlaczego jest ważny i dlaczego nigdy nie zanika.

             Opowiadanie bajek było dla dzieci momentem przyjęcia aspiracji, wartości czy fantazji danego społeczeństwa. Bajki były od wieków przekazywane ustnie i dopiero na początku lat dwudziestych animacje zostały spopularyzowane przez Walta Disneya oraz udostępnione dla specyficznej publiczności demograficznej – dzieci. Walt Disney nie wymyślił filmów animowanych, lecz je „zdefiniował” (Leonard Maltin, amerykański krytyk filmowy). Od Królewny Śnieżki i Siedmiu Krasnoludków (1937), narodziła się tradycja księżniczek Disneya, z którymi identyfikowały się młode dziewczynki. Te postacie były, i nadal są wielbione nawet jeśli w niektórych aspektach przekazują patriarchalne zasady czasów ich tworzenia, od których próbujemy się oddalić. Bohaterka powinna być nieśmiała, uległa i kobieca, a bohater powinien być silnym, odważnym dżentelmenem. Ponadto postacie Disneya stawiają nieosiągalne standardy piękności, gdyż „księżniczki” są ładne, szczupłe i mają symetryczne rysy twarzy, a są porównywane do złych postaci i czarownic, które są przedstawiane prozaicznie, z nadwagą, wręcz po prostu brzydko. Taki portret nie tylko sprawia, że młode dziewczyny chcą wyglądać jak one, ale także utrwala starożytną grecką powieść, że fizyczne piękno równa się z dobrocią moralną. Te stereotypowe wyobrażenia powodują, że przy dorastaniu niektóre dziewczynki przechodzą fazę buntu lub „rewolucji”, w pewnym sensie odrzucając dziedzictwo swojej wyobraźni lub wstydzą się postaci, które kiedyś były im bliskie.

             Dezaprobowanie niektórych cech kobiecych postaci często przychodzi z wiekiem oraz zapewne z rozszerzeniem ilości bohaterek, z których możemy brać przykład.  Dzięki różnorodności światów i fabuł kreskówek czy filmów animowanych, mamy do czynienia z pomnożeniem przedstawień kobiecych postaci. Łatwiej nam zbliżyć się do postaci bardziej „realistycznych” – w sensie oddalających się od konwencji dwudziestego wieku, nie odpowiadając żadnym restrykcjom prócz tych z ich fikcyjnego świata – ponieważ odzwierciedlają nasze własne pragnienie bycia wiernym naszej własnej witalności, a nie tej dyktowanej przez społeczeństwo czy kadr rodzinny. Mimo, że postacie animowane odpowiadają na żądania filmowca, pozwalają na eksplorowanie wolnych reakcji i zachowań (na przykład Candace z Fineasza i Ferba karykaturalnie przedstawia nastoletnie przemyślenia i przesadne repliki). Dziewczyny na ekranie stają się własnymi postaciami, szczególnie w momentach, gdzie nie są głównymi bohaterkami, unikając w ten sposób „syndromu Smerfetki”, teoretyzowanego przez amerykańską eseistkę Kathę Pollitt (w 1991 r.). Jako jedynym ucieleśnieniem kobiecości w stuprocentowo męskim wszechświecie, Smerfetka nie ma prawa do własnej osobowości, w przeciwieństwie do wszystkich innych Smerfów (jest Zgrywus, Laluś, Pracuś, Śpioch, Poeta…). Osobowość Smerfetki jest całkowicie wymazana na korzyść jedynej cechy jej określającej: jej płci. Dobrze napisane lub różnorodnie przedstawione bohaterki pokazują młodym dziewczynom, że mogą ufać osobie, którą są. Taki również przekaz noszą filmy jak Barbie jako księżniczka i żebraczka.

             Z nowym dystansem i dojrzałością, często uczymy się powracać do bohaterek naszego dzieciństwa, nawet jeśli mógł być moment, w którym myślałyśmy, że nie są one już częścią nas. Nostalgia, a również rewolucyjny postęp Internetu i mediów pozwala nam zanurzyć się w świecie, który nie jest już nasz, i ułatwia odrodzenie wspomnień. Czasami zdajemy sobie sprawę ze stereotypów przekazywanych przez określone postacie i śmiejemy się z nich, ucząc się je rozróżniać od rzeczywistości. Jesteśmy świadome tego, że nieosiągalne standardy ciała (na przykład małe talie w klubie Winx) to tylko ułamek tego, co tworzy kobiece postacie, a ponieważ mamy do czynienia z tak wieloma, wyciągamy właściwe wnioski, zdając sobie sprawę, że nie ma jednego modelu bycia dziewczyną. Może to nawet doprowadzić nas do obrony ukochanych postaci, co się na przykład przejawia niezadowoleniem serialami Netflix, które „kradną nasze dzieciństwo”, zamieniając jasne i słoneczne kreskówki w mroczną atmosferę, dostosowując je do tego, co postrzegają jako pragnienia nastoletnich dziewcząt. Nie zdają sobie sprawy z tego, że ta standaryzacja przedstawiania dziewcząt (Chilling adventures of Sabrina, Riverdale …) jest dokładnie tym, od czego nieustannie próbujemy uciec. Ponadto przyglądamy się ukochanym bohaterkom na nowo uświadamiamy sobie, na przykład, że morał Kopciuszka nie polega na „czekaniu, aż przyjdzie książę i uratuje was”, ale na „byciu dobrą osobą pomimo wrogości innych”. Nieszablonowość postaci, wiernych swojej naturze, sprawia, że się do nich przywiązujemy. Inspiruje to do refleksji na temat budowania naszej tożsamości i wywołują uśmiech na twarzy, gdy widzimy tytuł programu radiowego „Pippi Pończoszanka – ikona punka i feminizmu” (France Culture).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *