#FEMALE FEMINIZM

Polki bez Polski/wyprowadzONE – CHINY

Faustyna. Młoda Polka od kilku lat mieszkająca w Chinach. Absolwentka Uniwersytetu w Xiamen, a aktualnie liderka w dużej chińskiej korporacji. Pokonała barierę językową cierpliwie ucząc się chińskiego w domowym zaciszu, szlifując go podczas treningów uniwersyteckiej drużyny smoczych łodzi, a obecnie doskonaląc akcent podczas prowadzenia rekrutacji w firmie, w której pracuje. Porzuciła strefę komfortu wyjeżdżając z Polski na drugi kraniec świata. Świata, który nauczył ją dojrzałości, dystansu i pragmatyzmu.

Jaka była Twoja droga do Chin?

Swoją przygodę z podróżami zaczęłam od Stanów Zjednoczonych. Ta podróż była fascynująca i otworzyła wiele horyzontów, aczkolwiek znalazłam się w USA tuż po kryzysie finansowym z 2009 roku i sytuacja na tamtym rynku pracy i perspektywy na przyszłość nie były atrakcyjne nawet dla Amerykanów. Zaczęłam myśleć nad nowym kierunkiem i zrobiłam research wszystkich państw świata pod względem aktualnej sytuacji ekonomicznej i moich zainteresowań. Najbardziej atrakcyjne okazały się Chiny.  Decyzję dodatkowo pomógł podjąć mi tata, który jest pasjonatem Chin. Nigdy wcześniej nie myślałam o Chinach. Ten kraj zawsze wydawał mi się egzotycznym miejscem do zamieszkania, tym bardziej, że nie znałam języka chińskiego. Chciałam spróbować. Jeszcze będąc w USA znalazłam staż w Pekinie. Był początek roku 2012, Pekin nie miał jeszcze tylu udogodnień dla obcokrajowców jak obecnie. Poza centrum i w okolicy obiektów olimpijskich ciężko było się porozumieć po angielsku. Kolejnym problemem był dojazd z punktu A do punktu B, ponieważ wszystkie nazwy przystanków były napisane w języku chińskim.  Musiałam używać translatorów i czytać znaki na przystankach autobusowych z aplikacji. Często zdarzało mi się pojechać w złą stronę albo przeoczyć mój przystanek zanim zidentyfikowałam odpowiedni znak. 

Co najbardziej cię zafascynowało w tym kraju?

Na pewno kultura chińska, architektura i  historia. Chiny mają niesamowity potencjał. Wszystko szybko się zmieniało, co zauważyłam podczas mojego trzymiesięcznego stażu. Byłam pod wrażeniem w jakim tempie budowano kolejne konstrukcje, organizowano eventy, powstawały nowe innowacje. Tak mnie to interesowało, że po powrocie do Polski swoją pracę licencjacką napisałam o chińskiej klasie średniej, jej rozwoju w kontekście rozwoju gospodarczego, uwzględniając przesłanki kulturowe i ewentualne wynikające z tego przesłanki  globalne. Dlaczego klasa średnia? Wydawało mi się niesamowitym zjawiskiem społecznym to, jak szybko następuje awans społeczny i jakie mogą być tego konsekwencje. Podczas pisania pracy okazało się, że mój powrót do Chin był nieunikniony i niezbędny, a zbieranie danych na miejscu oraz przeprowadzenie wywiadów z Chińczykami bardzo cenne i tak wyjechałam na wymianę studencką do Xiamen, gdzie byłam jedyną osobą ze studiów licencjackich, która pisała pracę badawczą. 

Odważnie. Jak odnalazłaś się wśród chińskich studentów?

Najciekawsze okazały się zajęcia, podczas których mogłam obserwować zupełnie inne podejście do nauki. Chińscy studenci są bardzo pilni i bardzo szanują swoich wykładowców. Zachodni styl studiowania jest nastawiony na dyskusję i konstruktywną krytykę, natomiast w Chinach studenci bardziej skupiają się na dokładnym opanowaniu materiału. Po napisaniu pracy stwierdziłam, że Chiny wciągają mnie coraz bardziej, zdecydowałam się przedłużyć swoje studia i kontynuować w Chinach studia magisterskie. Zmieniłam kierunek na ekonomię, bo wszystko wskazywało, że chińska ekonomia bardzo dynamicznie się rozwija. Postawiłam sobie za cel nauczyć się chińskiego i udało mi się. Zostałam w Chinach.

Mieszkasz tam już sześć lat. Co ten czas wniósł do twojego życia?

Te wszystkie lata nauczyły mnie cierpliwości i wyrozumiałości wobec różnic kulturowych. To była lekcja pokory. Kiedy myślę, że nic mnie nie zadziwi, spotyka mnie niespodzianka. Jestem lepiej przygotowana. Chiny nauczyły mnie dojrzałości, dystansu i większego pragmatyzmu. Bardzo lubię też chińskie przysłowia, którymi Chińczycy często się posługują w rozmowach – jest w nich dużo mądrości. 

Na czym w takim razie polegają te różnice kulturowe?

Jest ich naprawdę wiele i w większości są pozytywne. Na przykład w Chinach istnieje koncept twarzy, który polega na tym, że każdy człowiek „chce zachować twarz”. Rozumiałam to w semantycznym znaczeniu, ale nie wiedziałam, jak to funkcjonuje w praktyce. Koncept twarzy zrozumiałam w pełni, gdy przeprowadzałam rozmowę rekrutacyjną z Chińczykiem w jego ojczystym języku. Kiedy zapytałam go czy potrafi mówić po angielsku, nastąpiła chwila konsternacji. Początkowo myślałam, że źle zadałam pytanie, bądź mój akcent był niewyraźny, natomiast on udzielił mi odpowiedzi, że jego żona potrafi. W jego mniemaniu wyszedł z twarzą z niekomfortowej sytuacji. Wtedy koncept twarzy stał się dla mnie bardzo jasny. I tak każdego dnia odkrywam tajniki komunikacji, gdyż nie jest ona tam tak bezpośrednia jak u nas. Mam jeszcze sporo nauki w tym temacie.

Internetowy kontakt z tobą jest dosyć utrudniony. W Chinach używa się innych komunikatorów niż w Polsce. Jak Ci się żyje w świecie chińskiego Internetu?

W Chinach używamy głównie chińskich aplikacji. Najpopularniejsza jest aplikacja WeChat, która posiada  wszystkie funkcje zachodnich mediów społecznościowych. Dodatkowo jest ulepszona o funkcję portfela, dzięki której można płacić za zakupy i rachunki, a nawet dzielić je ze znajomymi czy kupować bilety do metra. Obecnie w Chinach funkcjonuje właściwie ruch bezgotówkowy. Płatność gotówką może budzić nawet lekkie oburzenie ze względu na tracenie czasu. W WeChat mam wszystko w jednym. Uważam, że jest to obecnie najlepsza aplikacja na rynku. Chińczycy uwielbiają wygodę i ułatwianie sobie życia, dlatego powstaje tam coraz więcej tego typu aplikacji. 

W Chinach podobno żyje się błyskawicznie. 

Tak, to prawda, że w Chinach żyje się szybko. Lubię szybkie tempo. Pasuję do tego klimatu. W Chinach ludzie nie lubią czekać, ponieważ dla nich czekanie jest oznaką słabości. Wszystkie odpowiedzi muszą być udzielane błyskawicznie. Jeśli nie odpisuję komuś na WeChat’cie godzinę, szczególnie klientowi, staje się on lekko poirytowany, nawet jeśli jestem po godzinach pracy. W Chinach bardzo rzadko zwraca się uwagę na tę kwestię. Bywa, że klient rezygnuje ze współpracy z firmą tylko dlatego, że nie została udzielona mu odpowiedź w weekend. Obsługa klienta jest na bardzo wysokim poziomie, a sprzedawcy odpowiadają na wiadomości przez całą dobę. To jest dla Chińczyków wyznacznik profesjonalizmu.

Czy z łatwością dostosowałaś się do takiego tempa?

Dosyć szybko. Wszędzie widoczny pęd i pośpiech mnie nie przytłaczają. Chiny wprowadzają wiele ułatwień, które eliminują tłum i kolejki. Miasto, w którym mieszkam liczy około 12 mln ludzi, a w ogóle nie ma problemu z kolejkami do lekarza czy w urzędach. Praktycznie każda strefa życia jest zdigitalizowana. Również na dworcach i lotniskach ruch jest bardzo płynny i przy tak ogromnym natężeniu rzadko zdarzają się opóźnienia pociągów, samolotów trochę częściej. Na pewno robi to wrażenie. 

Mówi się, że Chiny to fabryki pełne „ludzi mrówek”. 

Uważam, że takie postrzeganie Chin to nieporozumienie, które funkcjonuje w zachodnim świecie. Europejczycy mogą mieć takie wrażenie ze względu na porównywanie dwóch różnych stylów pracy i życia. Czasy kiedy Chińczycy pracowali w fabrykach, jak mrówki za przysłowiową miskę ryżu, już się kończą. Pieniądz w Chinach ma większe znaczenie niż w Polsce i jest to dużo bardziej widoczne. W dzisiejszych czasach ludzie, którzy pracują w fabrykach są często migrantami z innych prowincji. Lokalni mieszkańcy często nie chcą pracować w fabrykach. Chiny wschodnie są bardzo rozwinięte, natomiast Chiny zachodnie nadal starają się je dogonić. 

Pracodawca nie zmusza pracownika do niewolniczej pracy tak jak mogłoby się wydawać. Pracownicy sami chcą ciężko pracować, by zarobić jak najwięcej. Często dzięki intensywnej pracy przez dwa lata, wracają  do swojej miejscowości by tam otworzyć mały biznes. Jest to dla nich sposób na rozwój. Chińczycy są bardzo pragmatycznym i pracowitym narodem, a ich podstawową wartością jest utrzymanie rodziny. Chińczyk, który chce być atrakcyjnym mężczyzną, musi być zdolny do zapewnienia swojej przyszłej żonie mieszkania i samochodu, które funkcjonują jako kulturowy wymóg. Wynika to również z tego, że w Chinach jest więcej mężczyzn niż kobiet, a aspekt finansowy odgrywa ważną rolę dla kobiet w doborze partnera.

Jak wygląda twój dzień w Chinach? Pośpiech wpłynął na twój porządek dnia?

Myślę, że jedynie nabrał tempa. Człowiek wpada w pośpiech ze świadomością, że nie może zostać z tyłu. Większości udziela się wyścig szczurów. Poza tym, ze względu na prędkość życia, zaczęłam częściej zamawiać jedzenie z dowozem z restauracji, co jednocześnie jest standardem w Chinach. Tutaj mało osób gotuje, większość ludzi wybiera wygodę, co jest też bardziej opłacalne finansowo. Zmieniły się także moje formy rozrywki. W Europie dużo osób bawi się w klubach, jednak w Chinach są one mniej popularne. Pomysł, żeby pójść do klubu potańczyć zupełnie nie wpisuje się w chińską kulturę. Bardziej popularne są bary, a najbardziej- pokoje karaoke. Wszyscy znajomi są wtedy w jednym pokoju, gdzie śpiewają, tańczą i czują się swobodnie w gronie, w którym nie są oceniani. Najbardziej brakuje mi kultury wyższej, teatru albo wystaw, choć powoli zaczyna pojawiać się i taka forma rozrywki.

Jak radzisz sobie z językiem chińskim?

Nauczenie się chińskiego było największym przełomem. Kiedy mój chiński był na niższym poziomie, miałam zupełnie inną wizję i interpretację chińskiej kultury czy zachowań ludzi. Język chiński jest jednym z najtrudniejszych języków na świecie i wymaga dużo cierpliwości i mozolnej pracy. Nawet dla Chińczyka proces nauki chińskich znaków nie jest łatwy, ponieważ istnieje ich około pięć tysięcy. Do przeczytania gazety potrzebna jest znajomość około tysiąca znaków, dlatego chińskie dzieci później niż ich rówieśnicy w Europie zaczynają czytać bardziej złożone teksty. Poza tym chiński jest językiem tonalnym i ma wiele dialektów. Przykładowo, istnieje sylaba, która jednocześnie oznacza cyfrę cztery oraz słowo „umierać”. Chociaż zaczynałam uczyć się chińskiego na kursie w Polsce, dopiero zamieszkanie w Chinach i przebywanie między chińskimi znajomymi przyspieszyło komunikację. Postęp w chińskim zrobiłam po dołączeniu do uniwersyteckiej drużyny smoczych łodzi, gdzie byłam jedyną Europejką. Musiałam codziennie komunikować się z koleżankami z drużyny i trenerami po chińsku. Następny przełom nastąpił po rozpoczęciu pracy, gdzie cały mój team biurowy i większość klientów to Chińczycy. Dodatkowo Chińczycy bardzo dbają o poprawność językową i często poprawiają moje błędy językowe za co jestem wdzięczna, bo dzięki temu szybciej się uczę.

Jak wygląda nawiązywanie relacji w Chinach?

Chińczycy to bardzo otwarty naród chętnie nawiązujący relacje z obcokrajowcami i mający do nich przyjazny stosunek. Nie jest niczym nadzwyczajnym to, że ktoś prosi o WeChat na ulicy czy na uczelni bez wcześniejszego kontaktu w celu zyskania przyjaciela z zagranicy. Ludzie są ciekawi jak wygląda życie w Polsce, często w ramach gościnności od razu zapraszają nas do zjedzenia wspólnego posiłku. Natomiast nawiązywanie głębszych relacji z Chińczykami jest bardzo trudne, ponieważ na początku znajomości są bardzo skryci, a rozmowy są powierzchowne. Głębsze  relacje nawiązuje się trudniej, budowanie zaufania wymaga czasu. Co ciekawe, budowanie relacji biznesowej to proces, który zaczyna się od pytań o nasze życie, gdzie spędzamy wakacje czy jaka jest nasza rodzina, co jest podstawą do budowania wizerunku danej osoby i wybadania z kim mamy do czynienia. Pytania dotyczące biznesu często zadawane są na samym końcu lub na kolejnym spotkaniu. Dopiero po pewnym czasie rozmowy zaczynają być bardziej wartościowe. Mimo, że w Chinach żyje ponad miliard ludzi, nie jest łatwo zapracować na przyjaźń. W tym przypadku trzeba stawiać na jakość, nie ilość.

Chińczyków podobno najbardziej zachwyca jedzenie i po chińsku „cześć, co słychać?” tak naprawdę oznacza „cześć, co już jadłeś?”

To powitanie wynika z kulturowo- historycznych wydarzeń. Jedzenie to świętość. Chińczycy uwielbiają jeść i nie szczędzą pieniędzy na jedzenie. Niektórzy mówią, że jest to ich religią. Bardzo długo debatują nad tym co zjeść, w jakiej kolejności, jaki ma być stosunek warzyw do mięsa, jakie wybrać napoje. Dziś Chińczycy jedzą więcej niż powinni, a dużo jedzenia się marnuje, tylko dlatego, żeby pokazać, że jest się sytym i ma się wszystkiego pod dostatkiem. Chińczycy przede wszystkim stawiają na własną kuchnię, w której jestem zakochana. Od jakiegoś czasu stają się bardziej ciekawi zachodniego sposobu gotowania i próbowania innych, nieznanych smaków. Trzeba pamiętać, że chińskie jedzenie nie powinno być wrzucane do jednego worka, ponieważ każde miasto ma swoją specjalność, każda prowincja ma inną kuchnię. Istnieje pięć rodzajów kuchni chińskiej. Jedzenie jest dla Chińczyków również ważną atrakcją w trakcie podróżowania- często ważniejsze jest odwiedzenie restauracji w nowym miejscu niż wizyta w lokalnym muzeum. Chińczycy uwielbiają fotografować jedzenie. Nawet światła w restauracjach są zaprojektowane w taki sposób, żeby potrawy ładnie wyglądały na zdjęciach. Chińczycy uwielbiają, gdy jedzenie jest estetycznie podane. Potem stanowi to temat długich rozmów i jest popularnym tematem w mediach społecznościowych.

W Chinach dopiero w 2016 roku został poszerzony limit posiadania dzieci z jednego na dwoje. Co Chińczycy sądzą o tych regulacjach?

Paradoksalnie Chińczycy często nie chcą mieć dwójki dzieci. Głównie ze względów finansowych, ponieważ utrzymanie dziecka jest drogie, a Chińczycy chcą zapewnić swoim pociechom jak najlepsze warunki. Chińczycy mają także bardzo duże zaufanie do swojego rządu i ze względu na to, że społeczeństwo jest kolektywne a nie indywidualne, wierzą w to, że jeśli ktoś mądrzejszy od nich wymyśla dany system, to znaczy, że jest dobry. W Chinach jest bardzo duży współczynnik zaufania do rządu i rzadko słyszy się krytykę wobec władz. Chińczycy są wdzięczni za to, że poziom życia w ich kraju tak diametralnie się zmienił w ciągu ostatnich 30 lat. Wielu z nich pamięta lata 60-70., kiedy był problem z dostępem do wielu produktów. Chiny mają ogromny kapitał, a mieszkańcy tego kraju są wdzięczni rządzącym, że żyje im się lepiej.

Porozmawiajmy o kobietach. Jak wygląda chiński kanon piękna?

Chińczycy mają zupełnie inny kanon piękna niż Europejczycy. Często zdarzą się, że jeśli kobieta Chinka podoba się Europejczykowi, to zazwyczaj mniej podoba się Chińczykowi, ponieważ obaj zwracają uwagę na zupełnie inne aspekty wyglądu. Chińczycy lubią smukłe sylwetki, białą skórę- im bielsza twarz tym piękniejsza, trójkątne rysy twarzy, duże oczy, wysoki i długi nos, a czasem nawet odstające uszy. Chinki często kupują kremy wybielające i wykonują zabiegi estetyczne oraz często prawią Europejkom komplementy jednocześnie patrząc na nasz wygląd w kontekście chińskiego kanonu piękna. Moje chińskie koleżanki bardzo dbają o swój wygląd i aktywność fizyczną – to pewnie dlatego ciężko nam odgadnąć ich wiek, bo wydają się wiecznie młode. Zdarza się, że koleżanki na spotkaniu skomentują ilość wyprysków na mojej twarzy, jednak wynika to z troski o drugą osobę, martwią się czy dbam o siebie lub wystarczająco długo śpię. 

Mówi się, że Chiny to kraj mężczyzn, a kobiety mają znacznie mniej praw. Czy rzeczywiście tak jest?

Jednym z ważniejszych czynników wpływających na taką sytuację była polityka jednego dziecka, gdzie chłopcy byli bardziej preferowani niż dziewczynki. Mimo tego uważam, że w Chinach nie ma dużej dyskryminacji kobiet. Chinki są bardzo aktywne zawodowo i zaradne, prowadzą dużo biznesów. Na światowych listach milionerek i miliarderek widnieją nazwiska wielu Chinek. Kobieta w Chinach nie jest zdominowana. W większości przypadków to kobieta rządzi domowymi finansami, a zdarza się nawet, że mężczyźni oddają swoje pensje żonom. Zdziwiło mnie również to, że niektóre zawody w Chinach są wykonywane tylko przez mężczyzn. Ze świecą można szukać kobiety fryzjerki. 

Podobno największym respektem w Chinach cieszą się Szanghajki. 

Tak. Szanghajki to kobiety bardzo wymagające i według stereotypów bardzo ciężko jest je zadowolić. Być może wynika to z faktu, że są wyedukowane, wyemancypowane, żyjące w międzynarodowej metropolii, częściej podróżujące, mające własne zdanie. 

Zupełnie nie współgra to z tradycją mówiącą, że jedną z najważniejszych ról Chinek jest bycie żoną.

My, Europejki, zapominamy, że w tych kwestiach panuje tam zupełnie inne nastawienie. Nie jest ważne, co myśli się indywidualnie, ważne jest to, co myśli się jako „my- rodzina”. Rola jednostki jest zmarginalizowana i wybiera się to, co jest dobre dla ogółu. To się powoli zmienia z pokoleniem jedynaków, często jednak dalej o losie młodych osób decyduje cała rodzina. Młodzi ludzie muszą skupiać się na nauce i nie budują relacji damsko-męskich tak wcześnie, jak na zachodzie. Wiek, w którym podejmuje się decyzję o małżeństwie, zmienia się. Wciąż jednak za najbardziej atrakcyjne uważa się kobiety do 25 roku życia, postrzegane jako płodne i młode. Dużą presją społeczną dotknięte są kobiety, które przekroczyły ten wiek. Często jestem pytana w taksówce o stan cywilny, ponieważ z tradycyjnego, chińskiego punktu widzenia nieposiadanie męża jest sporym utrudnieniem na przyszłość. 

Małżeństwo jest bardzo ważne w Chinach, a jeszcze ważniejsze są wnuki i reprodukcja. Większość dzieci wychowywana jest przez dziadków, aby  rodzice mogli skupić się na karierze. Rodzice, którzy muszą sami wychowywać swoje dzieci, często narzekają na brak pomocy. Chińskie małżeństwa cieszą się, jeśli mają możliwość mieszkania ze swoimi rodzicami i tym samym są odciążeni w kwestiach wychowawczych. W innych przypadkach, dzieci często zostają z dziadkami w innej prowincji położonej tysiące kilometrów od miejsca pracy rodziców. Zdarza się, że widują rodziców raz w roku podczas obchodów Chińskiego Nowego Roku. To dzięki takiemu podziałowi obowiązków młode pokolenie Chińczyków ma czas żyć szybciej. 

W Chinach funkcjonuje pojęcie ‘leftover women’- „kobiety odpadki”. Są to niezamężne kobiety powyżej 25 roku życia. Jak czują się, będąc określane w ten sposób?

Większość ‘leftover women’ to kobiety wykształcone, często z tytułami naukowymi, które skończyły prestiżowe uczelnie i nie mogą się wpasować w środowisko, ponieważ mają zbyt wysokie osiągnięcia i nie łatwo im znaleźć mężczyznę, który byłby dla nich partnerem. Chińczycy dbają by różnice społeczne między wybrankami nie były zbyt duże. Bywa tak, że rodzice mogą mieć problem z tym, że przyszła żona jest bardziej wykształcona. Oczywiście to tylko generalizacja i nie oznacza to, że każdy chiński rodzic ma takie poglądy. ‘Leftover women’ są w pełni świadome swojej sytuacji i same siebie również określają w ten sposób. 

Jakie dostrzegasz różnice między Polkami i Chinkami?

Chinki są zdecydowanie bardziej pragmatyczne, a Polki zdecydowanie za bardzo emocjonalne. Chinki bardziej konstruktywnie patrzą na różne sytuacje. Na przykład, dużo szybciej są w stanie zregenerować się po nieudanym związku, twierdzą, że na pewno będzie ktoś następny i trzeba żyć dalej, a nie rozpaczać. Chinki podchodzą do życia bardziej zadaniowo. Absolutnie nie oznacza to, że nie mają uczuć, wręcz przeciwnie, to wspaniałe kobiety, które zawsze starają się zachować racjonalnie. 

Czego uczysz się od Chinek?

Zdecydowanie kto z kim przystaje, takim się staje. Byłam kiedyś bardzo emocjonalną, empatyczną, ufną osobą, nie zakładałam złych intencji wobec innych ludzi. Na początku Chińczycy moją empatię odbierali jako naiwność i sugerowali, że mogę zostać wykorzystana. Będąc w Chinach, poziom zaufania zmalał, jestem dużo bardziej zdystansowana i ostrożna. Chiny nauczyły mnie, że muszę więcej uwagi skupiać na sobie.

Czy w relacjach z Chińczykami brakuje ci czegoś, co dotychczas czerpałaś z kultury zachodniej?

Chińczycy są mniej bezpośredni w porównaniu do nas, nie chcą urazić, stworzyć problemu czy zepsuć relacji. Zawile wyjaśniają sprawy, ponieważ  uznają za niestosowne mówić wprost o czymś, co im nie odpowiada. Umiejętności odczytywania emocji i reakcji Chińczyków wyrabiają się z upływem czasu. Jeśli kawa dla Polaka jest niedobra, powie o tym bez ogródek i nie będzie miał problemu z wyrażeniem opinii, dla Chińczyka niedobra kawa dalej zostanie określona jako ‘OK’.

Trzeba mieć bliską relację  z Chińczykiem, żeby mógł otwarcie tłumaczyć i mówić co ma na myśli. Do wielu rzeczy doszłam sama, na wielu rzeczach musiałam się sparzyć i odkryć je we własnym tempie. Cały czas się uczę. Zawsze coś mnie zaskakuje. To mnie właśnie trzyma w tym kraju. Chiny nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać i fascynować. Dodatkowo, w ciągu ostatnich 6 lat udało mi się zdobyć zaufanie kilku osób, z którymi łączy mnie bardzo silna przyjaźń. To dynamiczny, innowacyjny kraj, w którym prawdopodobnie spędzę większą część swojego życia. 

6 KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *