#LOST FEMINIZM

HISTORIA FEMINIZMU

Sumaryczna podróż w historię zachodniego feminizmu

Celem tego artykułu nie jest wyczerpujące podsumowanie wszystkich zmagań feministycznych, ale zakotwiczenie współczesnych walk w historycznej ciągłości, pokazując, że wczorajsze walki umożliwiły dzisiejsze, a dzisiejsze umożliwią jutrzejsze. Pamiętajmy również, że „historia jest dla ludzi tym, czym pamięć jest dla jednostki” (Arthur Schlesinger) i że znajomość jej treści służy radzeniu sobie z teraźniejszością i przyszłością.

Indywidualni ludzie byli „feministami” przed narodzinami ruchu socjalnego i politycznego 

Tradycjonalny „feminizm” narodził się w Anglii. Tym niemniej, większość historyków uważa jednak, że ​​wszystkie ruchy, które walczyły o równość płci należy uznać za feministyczne. Nie wyklucza to faktu, że ludzie byli „feministami” przed narodzinami ruchu socjalnego i politycznego w XIX wieku. Bo jak, na przykład, mogłybyśmy traktować wszystkie intelektualistki, pisarki, poetki i politolożki, które z biegiem czasu wzrastały jako kobiety, kwestionując status quo społeczeństw dominowanych przez mężczyzn? Wystarczy wspomnieć: Christine de Pizan – katolicką, włoską pisarkę z Średniowiecza, Olympe de Gouges – która walczyła podczas Rewolucji Francuskiej i napisała Deklarację Praw Kobiety i Obywatelki, wraz ze sławną formułą: „Kobieta ma prawo wejść pod szubienice; musi mieć również prawo wchodzenia na trybunę”, Mary Shelley – autorkę Frankensteina lub Marie Skłodowską Curie – której nie trzeba przedstawiać. Każda z tych kobiet, choć z różnych epok, indywidualnie nie zgadzała się z „światem patriarchalnym”, w którym kobiety nie miały prawa wyrażać swoich pomysłów i opinii. Równolegle, znane dziś postacie literackie, takie jak Jane Austen czy Henrik Ibsen (norweski dramaturg) potępiały niesprawiedliwości, jakich doznawały kobiety zależne od męża. Podczas gdy zarówno Jane, jak i Elizabeth Bennet znalazły swojego ‘idealnego’ męża w „Dumie i uprzedzeniu”, to jak wiele kobiet nie miało ich szczęścia? Ile wyszło za mąż i przeoczyło edukację z powodu oczekiwanej odpowiedzialności społecznej? 

Powieść Jane Austen Duma i uprzedzenie wydana 200 lat temu - Newsweek.pl
kadr z filmu „Duma i uprzedzenie”

Feminizm jako ruch kolektywny 

Dopiero podczas rewolucji industrialnej, feminizm zaczął się kształcić jako ruch kolektywny, w kontekście pojawiania się walk robotniczych, z nadzieją na zmianę funkcjonowania społecznego, w którym niektórzy są uciskani przez innych. W tych latach przyczyną emancypacji kobiet była wizja demokratycznych ustępstw przyznanych mężczyznom w 1867 r. i 1884-1885 r. W Anglii opierano się na teoretycznych pismach Johna Stuarta Milla, którego dwie prace Uwagi Dotyczące Rządu Reprezentatywnego i Podporządkowanie Kobiet z 1867 i 1869 r., długo po śmierci ich autora w 1873 r., podsyciły propagandę sufrażystów. Ruch brał przykład z sytuacji w Nowej Zelandii, pierwszym kraju, który przyznał kobietom prawo głosu w 1893 r. Dodatkowo, feministki domagały się niezależności ekonomicznej oraz większej wolności w sprawach reprodukcyjnych i seksualnych.

„Burżuazyjny feminizm” 

Sufrażystki, które domagały się prawa do reprezentacji poprzez prawo do głosowania obywatelek i obywateli stały jednak w obliczu braku poparcia ze strony robotników, którzy uważali je za uprzywilejowane mieszczanki, nieświadome rzeczywistości, nudzące się w domu, podczas gdy robotnicy głodowali. Ponieważ większość sufrażystek rzeczywiście należała do wyższych klas społecznych i intelektualnych – żądanie prawa do głosowania było powszechnie postrzegane jako kaprys, zwłaszcza, że nie wszystkie ​​kobiety pracujące w przemyśle popierały te żądania (wielu potępiało „burżuazyjny feminizm”), aczkolwiek ich głos z pewnością mógł przyczynić się do poprawy warunków życia wszystkich pracowników. Niektóre feministki z tamtych czasów bezskutecznie próbowały łączyć walkę społeczną z polityczną oraz przekonać ruch robotniczy do współpracy w egalitarnym podejściu, które nie wyklucza podporządkowania kobiet w kwestiach zatrudnienia i płac. 

O tym czego się nie rozpamiętuje w książkach do historii… 

Warto w tym przypadku przypomnieć, że jeśli praca w fabrykach była niebezpieczna, dusząca i krzywdząca dla wszystkich, istniała różnica między wypłatą kobiet, a mężczyzn: w kopalniach najbiedniejsi mężczyźni „zarabiali” 15 Schillingów tygodniowo, a kobiety 5-7 Schilingów. Ponadto, naturalnie nie miały prawa do żadnego urlopu macierzyńskiego, pracowały aż do ostatniego momentu porodu i zmuszone były wracać do pracy dzień później. Nie wspominając już o tym czego się nie rozpamiętuje w książkach do historii – że raz w miesiącu praca była wyjątkowo uciążliwa (chociaż niedożywienie lub choroba często zatrzymywały miesiączkę). 

Emmeline Pankhurst i ruch sufrażetek 

Emmeline Pankhurst

W każdym razie, z rozczarowaniem i gorzkim smakiem tego pacyficznego typu aktywizmu, Emmeline Pankhurst i wielu innych stworzyło w Anglii ruch sufrażetek (uzupełniający nie-radykalne starania sufrażystek od drugiej połowy XIX wieku), poczynając kreacją w 1903 roku „Women’s Social and Political Union” – czyli Unii Społeczno-Politycznej Kobiet (WSPU), aby uzyskać prawa wyborcze. Członkowie sufrażetek skierowały się na spektakularne i brutalne działania w latach 1906-1914, przeciw którym w 1908 r. została uchwalona ustawa represyjna, której skutkiem było pojawienie się postaci „męczenniczek” w więzieniach, w szczególności dzięki temu, że kobiety,  najbardziej oddane swojej sprawie, prowadziły strajki głodowe. Z tego okresu znamy wstrząsający plakat pod tytułem: „Torturowanie kobiet w więzieniu”, na którym widać sufrażetkę zmuszoną do jedzenia poprzez rurkę do nosa. Parę lat później, nadal niespokojny parlament przegłosował tzw. ustawę „kota i myszki”, która pozwalała wypuszczenia więźniarek na czas odpoczynku i powrotu do zdrowia przed wznowieniem aresztu – wszystko, aby uniknąć „niezręcznych” sytuacji związanych np. ze śmiercią kobiety w celi, fatalnych dla wizerunku rządu. Niestety skutki tych ekspresywnych ruchów, czy to sufrażetek czy sufrażystek, były prawie niezauważalne, co miało wiele powodów.  

Bali się stracić władzę nad krajem, nad małżonką czy córką

Istniały mniej lub bardziej oczywiste uprzedzenia. Podawano wymówki, takie jak rzekomy, nieunikniony wpływ Kościoła na głosowanie kobiet niezdolnych do podejmowania świadomych decyzji lub podobny „brak równowagi demograficznej”. Co więcej, w 1908 i 1912 r. najbardziej zdecydowani zwolennicy sufrażetek odmawiali głosowania nad ustawami „kompromisowymi”, które dawałyby prawo wyborcze jedynie właścicielkom lub niezależnym kobietom, a tym samym stworzyłyby nieznośną dyskryminację społeczną. Istniał też oczywiście zwykły, tradycyjny seksizm mężczyzn o niskim poczuciu wartości, którzy bali się stracić władzę nad krajem, nad małżonką czy córką.  Jednakże co mnie najbardziej zdumiało (ale to już tylko moja perspektywa z XXI wieku) to otwarte przeciwstawienie niektórych kobiet ruchowi kobiecym. Nawet Beatrice Potter Webb, wybitna angielska ekonomistka, która współtworzyła uniwersytet LSE (London School of Economics), potępiała chęć zmiany społecznej.

Co skłoniło tak mądrą i pewną swoich ideałów kobietę jak Beatrice Potter do myślenia: „Uważam, że kobiety nie powinny być obywatelkami na tym samym poziomie co mężczyźni …”?

Odzwierciedla to według mnie dwie główne kwestie: pierwsza, która ukazuje jak głęboko niezrozumiały był feminizm od samych jego korzeni, i druga, która obrazuje jak kluczowa jest historia, narracja naszego człowieczeństwa. Poznawanie historii oraz refleksja nad jej paradoksami jest niezastąpiona w dowiadywaniu się jaki świat chcemy stworzyć, i dodać sensu naszym staraniom. Co skłoniło tak mądrą i pewną swoich ideałów kobietę jak Beatrice Potter do myślenia: „Uważam, że kobiety nie powinny być obywatelkami na tym samym poziomie co mężczyźni, jednak wiem, że jestem w stanie pomagać społeczeństwu a moje pomysły liczą się tak samo jak mężczyzn”. Jest to po prostu z retrospektywnego punktu widzenia XXI wieku mało zrozumiałe.  Wszelako fascynują mnie takie paradoksy, podobnie jak fakt, że w wielu krajach kobiety mogły być władcami (i to dobrymi!), lecz ogólnie nadal były uważane za mniej prawowite obywatelki. Prawdopodobnie tu leży piękno historii. Może za stulecie ktoś piszący artykuł o historii ekologii zwróci uwagę na ten sam paradoks, zastanawiając się, dlaczego ludzie, świadomi swoich działań niszczących planetę, nigdy nie podjęli skutecznych działań solidarności. Ale to już inna historia…

Znak parasolki 

Tak więc wyglądał pionierski ruch w Anglii w XIX wieku, lecz ruchy prowadzone w większej części Europy były bardzo podobne. Nie bez uzasadnienia mówimy, że to akurat w tym okresie nastąpiła świadomość zbiorowa, a feminizm stał się ruchem teoretycznym i politycznym stricte sensu.  W mniej więcej tym samym czasie w Polsce pojawiły się figury Marii Konopnickiej oraz Zofii Nałkowskiej, a we Francji Marguerite Durand stworzyła gazetę kobiecą „La Fronde”. Tymczasem, gdy w dalszym ciągu nastąpiła wojna, nawet najbardziej przekonane sufrażystki zawiesiły swoje egalitarne przekonania, żeby uczestniczyć w nacjonalnym wysiłku wojennym. Wiele kobiet w krajach europejskich odniosło satysfakcję wyborów powszechnych pod koniec I wojny światowej, szczególnie w Austrii, Niemczech i gdy tylko ta uzyskała niepodległość – w Polsce. Do tego przyczynił się Józef Piłsudski, pod silnym wpływem Aleksandry Piłsudskiej i Zjazdu Kobiet. To w tym czasie narodził się znak parasolki – symbol polskiego feminizmu, podczas gdy kobiety stukały parasolkami w jego okna w mroźną listopadową noc. Niestety Angielkom przyznano głosy dopiero, gdy miały ponad 30 lat (w porównaniu do 21 lat dla mężczyzn), a Francuzki musiały czekać do 1945 roku. Ostatnim krajem europejskim, który wprowadził powszechne prawo wyborcze, była Szwajcaria w 1991 roku.

“żadna kobieta radośnie nie ucieka się do aborcji”

Po uzyskaniu prawa głosu, ruch feministyczny skoncentrował się w latach 70. na prawach obywatelskich i powszechnym wyzwoleniu seksualnym kobiet. Jest to część szerszego kontekstu „rewolucji seksualnej”, która oznaczała wyjście poza restrykcyjną tradycję, i która znacząco zmieniła zachodnie tabu. Ponieważ kobiety mogły teraz głosować, miały możliwość wyrażenia swojego głosu w sprawie reform, które ich dotyczyły, takich jak: równość w małżeństwie, prawo do antykoncepcji i prawo do aborcji. W tym kontekście Simone Veil pozostawiła trwałe wrażenie swoim niezwykłym przemówieniem na temat dobrowolnego przerwania ciąży w 1974 r. przed francuskim parlamentem. Pięćdziesiąt lat temu głosiła: „Przede wszystkim chciałabym podzielić się z wami przekonaniem kobiety – przepraszam za to, że robię to w tym Zgromadzeniu, które składa się prawie wyłącznie z mężczyzn: żadna kobieta radośnie nie ucieka się do aborcji”. Dziś warto to powtórzyć.

Pytanie o tożsamość 

Od lat 80. wyłoniły się w społeczeństwie wszechstronne kwestionowania na temat „płci” oraz rozwinęły się walki o prawa LGBTQ+. W tym czasie ruch feministyczny zaczął się rozszerzać, przejawiły się wieloaspektowe elementy feminizmu na przełomie XXI wieku, prowokując czasami niepewności, zagubienie lub nawet rozdzielenia wewnątrz ruchu. Na przykład Kimberlé Crenshaw od 1989 roku używa terminu feminizmu „intersekcjonalnego”, biorąc pod uwagę to, że walki współczesnych feministek mogą wykluczać Czarne kobiety, które są narażone nie tylko na seksizm, ale także na rasizm – na skrzyżowaniu dwóch dyskryminacji. Do tego, od 2007 r. bardziej wszechobecne staje się potępienie postawy „Trans Wykluczających Radykalnych Feministek” (TERF), która prowadziłaby do dyskryminacji kobiet transpłciowych. Dokładają się refleksje osób niebinarnych, które również mogą się czuć wykluczone z ruchu kobiet. To wszystko powraca do jednej z nielogiczności nierozłącznych od ruchu feministycznego: pytanie o tożsamość, obecne od samego początku. Kim jest feministka? Kto zgadza się z feminizmem? Nazywanie siebie feministką może wydawać się oczywiste, bo kto byłby przeciwny równości płci pod koniec XXI wieku? Jeśli mówi mężczyzna, to może wypowiadać te słowa, będąc absolutnie mizoginistą w swojej praktyce domowej, zawodowej czy politycznej. Uważnie odróżnia też feminizm od feministek, których wizerunek nie jest dobry. To z drugiej strony częściowo wyjaśnia, dlaczego kobiety często nie nazywają siebie feministkami. „Nie jestem feministką, ale…” – mówi kobieta, która ma zamiar wygłosić oświadczenie specyficznie feministyczne. Paradoks tkwi w tej obraźliwej lub odmawianej identyfikacji.

Feminizm – sprzeciw wobec jakiejkolwiek hierarchii płci  

 W czasie, gdy postulaty równości powinny się szerzyć w społeczeństwie, karykaturalny wizerunek histerycznej feministki nadal przynosi korzyści ignorancji na temat tego, jaką rzeczywistością jest i był feminizm – sprzeciwem wobec jakiejkolwiek hierarchii płci. Warto o tym pamiętać, gdy jedność feministyczna zostaje rozwarstwiona nie tylko przez podziały na „tożsamość”, ale także przez bardziej abstrakcyjne refleksje, takie jak te związane z feminizacją lub pismem przyjmującym, czy jeszcze z systemem podwójnej przynależności politycznej w której większość kobiet się znajduje (często, jak to już widzieliśmy w XIX wieku, jest to ruch lewicy blisko ruchu feministycznego, który składa się jednocześnie z współudziału i napięcia). Miejmy nadzieję, że feminizm niesiony przez media społecznościowe które dały początek ruchowi #MeToo i zbiorowemu buntowi przeciwko kulturze gwałtu oraz toksycznej męskości, zdoła przezwyciężyć te różnice i zjednoczyć wszystkie feministki w tym, co się liczy.

W Polsce

Tak więc historia feminizmu jest często podzielona na fale, z których pierwsza przypada na okres od początku XIX wieku do narodzin XX wieku, druga na lata 60-80, trzecia od lat 80 oraz obecna czwarta, w pobliżu tzw. „Generacji Z”. 

Do tego dochodzą specyficzne obrzeża feminizmu w Polsce, specyficzne do historii kraju. Toteż tutaj, ruch pokrywał się z feminizmem w innych krajach europejskich, aż do końca drugiej wojny światowej. PRL teoretycznie uważał, że kobiety miały równe prawa i odpowiedzialność przed reżimem socjalistycznym jak mężczyźni. Kobiety zostały wezwane do włączenia się w produkcję przemysłową i skolektywizowane rolnictwo, co podkreśla słynny wówczas propagandowy slogan: „Kobiety na traktory!”. Aborcja została zalegalizowana w 1956 roku, wraz ze stopniowym wprowadzaniem metod antykoncepcji oraz edukacji seksualnej w szkołach, co pozwoliło kobietom na więcej pracy zamiast wyłącznie domowej roli.

Niszczycielskie doświadczenie państwa komunistycznego

Niemniej jednak ideologia radziecka głosiła, że role zawodowe kobiet są jednakowe z ich rolą naturalnych żon i matek, co zaowocowało ciągłym kołysaniem między wyzwoleniem z ograniczeń klasowych i ucisku patriarchalnej rodziny, a oddaniem dla socjalistycznego modelu jako pracowniczka i matka, wychowująca kolejne pokolenia. Kobieta była postrzegana jako postać prokreacyjna, a akt seksualny był potępiany, jeśli miał na celu wyłącznie przyjemność.  Zabronione było rozpoczynanie debaty na te tematy lub na temat praw kobiet. Wszelkie związki z „zachodnim” feminizmem były zabronione, dopuszczony był jedynie oficjalny „ograniczony” feminizm – marksistowski. Dopiero po upadku Komuny w 1989 r. pojawił się w Polsce zachodni feminizm „drugiej fali”, który znacząco wstrząsnął przyzwyczajeniami Kościoła katolickiego.

Łatwo sobie wyobrazić, jak niszczycielskie doświadczenie państwa komunistycznego doprowadziło dużą część społeczeństwa do odrzucenia elementów postępu, typowych dla epoki socjalizmu i schronienia się w znanych, tradycyjnych wartościach – w tym niestety niższości kobiet. Ten przewrót, którego doświadczyła np. Anglia w okresie powojennym, kiedy młodzież niosła ze sobą nową kulturę i obyczaje, które doprowadziły do ​​poczucia straty jednej części społeczeństwa, został w Polsce zastąpiony przez uraz komuny. Jednakże poprzedni stan kobiet nie był do końca uzasadniony i przekazywany z pokolenia na pokolenie bez żadnego fundamentu. To nie jest temat dzisiejszego artykułu, ale warto się zastanowić, odkąd i na jakiej podstawie kobiety były przez społeczeństwa uważane w jakiś sposób za „gorsze”, pomimo wielu dowodów ich kompetencji. Dlaczego ten dyskurs toczył się od stulecia do stulecia, z pokolenia na pokolenie i dlaczego my, kobiety, pozwoliliśmy mężczyznom pisać historię naszego człowieczeństwa?

herstoria” 

toria” 

Całą wartością „herstorii”, narodzonej w latach 70. jest opowiadanie historii z innego punktu widzenia niż tego dotychczas przekazywanego. Chociaż wielbię perspektywę takiej narracji i jestem zauroczona poprawnością gry słów w której angielski przyimek męskoosobowy „his” został zastąpiony żeńskim „her”, nie do końca zgadzam się z ideą, zgodnie z którą chodziłoby tu tylko o „polityczną historię kobiet”. Aby odnowić nasze horyzonty i możliwe wizje świata nie wystarczy zastąpić tradycyjnych wzorów pisania historii (skupiających się na polityce, wojnach, pieniądzach, podbojach etc.), „kobiecymi” doświadczeniami (np. życiem prywatnym, seksualnością, macierzyństwem), lecz porzucić uprzedzenia, które znamy, i uznać wspólną historię ludzkości, obejmującą naukę, sztukę i wszystko, co jest uniwersalne dla ludzi bez względu na ich płeć. Pozwólcie mi nie zgodzić się z Heglem, który pisze w „Rozumie historii”: „Dla historii okresy szczęścia to puste strony”. Są puste tylko dlatego, że na razie nie odważyliśmy się pisać o empatii i pokoju jako części ludzkiej tożsamości. 

Chociaż oś czasu „fali” może początkowo wydawać się zagmatwana, myślę, że obraz jest ostatecznie dobrze dopasowany do sytuacji. Każde pokolenie, każda kultura podejmuje własne zmagania, niosąc ze sobą całą siłę, kolosalną lub minimalną poprzedniej fali. Niesione dziedzictwo nigdy nie jest całkowicie odrzucane, ale zabierane z powrotem, a następnie energicznie rozbryzgujące się na plaży, przypominając nam, że nie poddamy się, dopóki całe morze nie będzie spokojne.

 Bibliografia 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *